Na razie dosyć tej techniki. Pierwsze trzy wpisy były całkiem techniczne, ale teraz pozwolę Wam odpocząć. Tytuł jeszcze kilka lat temu, byłby jak najbardziej trafny, ale czy jest? Nie mi oceniać.

Kiedy kończyłem podstawówkę, gimnazjum, liceum i studia, nie wiedziałem, że będę projektował i wdrażał responsywne strony internetowe, kreował wizerunek firm, poprzez tworzenie logotypów i innych specjałów identyfikujących dane przedsiębiorstwo. Nic nie wiedziałem… Nie przykładałem do tego najmniejszej wagi.

Jedno co zapamiętałem z pierwszych lat nauki to zamiłowanie do matematyki, bardzo lubiłem zadanka oraz to, że praca domowa z tego przedmiotu zwykle zajmowała mi ok. 10 – 15 min. 🙂 Toteż oceny nie były najniższe. Hmm… gdybym wtedy był tylko mądrzejszy…

A tak o wszystkim zarządził przypadek. W gimnazjum polubiłem historię, najbardziej kręciły mnie oczywiście liczby, a więc daty. I tak zrządzeniem losu wybrałem klasę humanistyczną. Po prostu nie wiedziałem kim chcę być, wiem, że nie ja jeden.

W liceum, to co było najcudowniejsze, to prace domowe z matematyki, które niezmiennie były 10 – 15 minutowe. A i tak dalej do głowy nic nie docierało, że może warto obrać inny kurs. Dla porównania język polski i historia (ale głównie język polski – pozdrawiam Panią Profesor) zabierały mi ok. 2 – 3 godzin mojego życia dziennie. Ale to na znienawidzonym języku polskim zapaliła się pierwsza lampka, dokładnie wtedy, gdy usłyszałem i poznałem termin „człowiek renesansu”.

Już śpieszę z odpowiedzią na pytania. Generalnie polihistor to człowiek, który posiada wiedzę z różnych dziedzin życia. Człowiek, który ma szerokie horyzonty, nie boi się wyzwań. Łączy w swoich zainteresowaniach różne, często skrajne dziedziny życia. Mówiąc krótko. Zapragnąłem nim zostać.

Nastał czas wyboru. Studia – nowe towarzystwo, nowe możliwości, wybór przyszłości… Inżynieria Środowiska (w ślady ojca), Finanse i Rachunkowość (bo trzeba było coś wybrać) i Historia (no przecież dwóch nie będę wybierał, jak jest jeszcze miejsce na trzeci). Matematyka na poziomie podstawowym było za mało, więc… łatwo się domyśleć.

Pierwszy rok, był ciężki, dużo materiału. Starożytność jakoś przeszła, i nastało średniowiecze. I w mojej głowie i wszędzie – wieki ciemne. Tu był duży kryzys, aż tak duży, że tydzień postudiowałem matematykę, a że komisyjny ze średniowiecza powszechnego powiódł się znakomicie – zostałem.

Cały pierwszy rok żałowałem wyboru, chciałem uciekać, męczyło mnie czytanie książek i upływ przetracanego czasu. Ale szło się dalej. Jeszcze na średniowieczu utkwił w mojej głowie termin lokacji miast na prawie niemieckim. Świadomość, że każde miasto, miasteczko i wieś było kiedyś lokowane, czyli zmieniane wg tego prawa, wzbudził moje zainteresowanie terenem, w którym żyję. I zaczęło się. Ta przeklęta historia.

Zaczęła się moja fascynacja starymi fotografiami. Zobaczyłem ile jest wiedzy tej już znanej i nieznanej. Oczywiście to co nieznane, bardziej interesuje, i pochłania więcej czasu. Odnalazłem dużo zdjęć, dużo materiałów (głownie w bibliotekach cyfrowych, ale także tych stacjonarnych – w tym Instytutowej).

I tak w 2013 roku wpadłem na pomysł założenia strony na Facebooku – Civitatis Lublinensis – czyli z łac. Mieszkańcy Lublina, Obywatele. Przez przeszło 3 lata udało się zdobyć uznanie ponad 4500 osób. To dzięki tej stronie zacząłem przygodę z social mediami, prezentując bardzo trudne w odbiorze treści. To tu poznawałem statystyki, publikowałem wpisy, które nie wszystkim się podobały. Cieszyłem się, śmiałem i kajałem.

Materiał ciągle rósł, tak jak i moja wiedza na temat historii miasta i jego mieszkańców. Zacząłem móżdżyć i zastanawiać się wraz z gronem obserwujących co mogę z tym faktem zrobić. Jak zaprezentować wiedzę.

Zapatrzyłem się na projekt Skarpy Warszawskiej. Reaktywowanego pisma z 1944 roku w Warszawie, w całości poświęconemu historii Warszawy. Zapragnąłem mieć wydawnictwo i wydawać gazetę, ale nie było odpowiednich funduszy. Co się stało dalej?

Szukając informacji o tytułach prasowych, które można byłoby zrewitalizować, natrafiłem na Rynek Lubelsko-Wołyński – pismo z lat 20. XX wieku, wydawane przez Biuro REKLAMA. Chyba już więcej nie muszę pisać 🙂

Pojawił się tylko problem jak to zrobić małym kosztem. Tak więc skorzystałem z pomocy moich wielbicieli na Facebooku, i poleciało. Znalazł się ochotnik, dobrodziej, kolega, który postawił mi moją pierwszą osobistą stronę. Oczywiście na Wordpressie w wersji prawdopodobnie 3.5 lub 3.6. W miarę postępów, zapragnąłem mieć nowe funkcjonalności, lecz Piotr nie miał czasu. I zacząłem dłubać… i tak dłubię do dzisiaj.

Najpierw była struktura szablonu, zachwyt nad wyświetlonym tytułem po wpisaniu <?php the_title(); ?> i CSS. Marginesy, paddingi, które poznawałem w czasie tworzenia typograficznych reklam na Rynku Lubelskim. Po ok. 1,5 roku zbudowałem nowy szablon. Teraz chyba jest już 4 albo 5.

Z roku na rok moje zainteresowanie WordPressem zwiększało się. U kresu studiów poznałem wspaniałych ludzi na spotkaniach sympatyków tej platformy w Lublinie – popularnych WordUp’ach. Nawiązałem znajomości, kontakty, udało się zdobyć pierwszą pracę. Po kolejnych 1,5 roku potrafiłem już dużo (w mojej ocenie), na tyle dużo, by spróbować własnych sił, jednocześnie umożliwić sobie dalszy rozwój, wg własnych zamierzeń.

W głowie ciągle zostawała redakcja, wydawnictwo i jeszcze doszło projektowanie i programowanie. Nie wiedziałem jak to połączyć. Bo jak można połączyć dwie, cholernie skrajne dziedziny. Ciągle w mojej myśli była reaktywacja Biura REKLAMA – przedwojennej agencji reklamowej. Stało się to, lecz nie do końca w 2017 roku, kiedy to powstało Biuro Rynek Lubelski. Bałem się używać dawno istniejącej nazwy ze względów prawnych, ewentualnie spadkowych. A poza tym: każdy chciałby mieć domenę biuroreklama.pl, więc nawet nie szukałem.

Jak duży to był błąd, przekonałem się po pół roku. I tak w listopadzie 2017 roku nastąpiła zmiana nazwy na Biuro REKLAMA.

Dzisiaj współpracuję od 2 lat z jedną z warszawskich agencji. Tworzę motywy na Wordpress praktycznie od czystej kartki bezpośrednio dla klientów, na indywidualne zamówienie. Wdrażam przesyłane mi projekty i sam rysuję w Photoshopie lub Affinity Designerze. Odkryłem też nową miłość – grafikę. Korzystam z Gulp, Git, SASS, a ostatnio swoich sił zacząłem próbować poznając React.js pod kątem nowego edytora WordPress – Gutenberg. Ciągle udoskonalam swoje środowisko developerskie i swój startowy motyw Lubstarter, który już dzisiaj ma wbudowane własne konfigurowalne bloki dla nowego edytora.

Ten, co mnie zna i widział,

Wszystkie banialuki potwierdzi,

A jeśli coś źle usłyszał

Niech go sumienie mierzi